17-latka spacerowała ulicami miasta, zwanego "Miastem Aniołów". Wiatr rozwiewał jej czarne loki, a słońce świeciło prosto, na jej delikatną twarz. Choć była piękna i kroczyła jak prawdziwa królewna, jej malinowe usta, nie śmiały się tak jak zawsze, a oczy były smutne. W pewnym momencie krople łez zaczęły spływać po jej policzkach, przez co tusz do rzęs zaczął się rozmazywać. Jeszcze wczoraj, ta dziewczyna była pełną życia, szczęśliwą nastolatką. A teraz? Smutna szatynka, z rozdartym sercem. Czuła się tak przez kogoś, komu dotychczas się wyżalała. Komu mówiła swoje najskrytsze sekrety. Komu ufała... Był to jej najlepszy przyjaciel. Poszła z nim na imprezę... Upili się... I wylądowali razem w łóżku. Następnego dnia dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Postanowiła, że mu to powie, a kiedy to zrobiła, on wyzywał ją od najgorszych... Jakby to była tylko i wyłącznie jej wina. Nie wytrzymała i wybiegła z jego mieszkania. Tak znalazła się w środku Los Angeles. Spojrzała na tory, które były kilkanaście metrów dalej. Pomyślała, że skoro rodzice się od niej odwrócili, a teraz straciła najlepszego przyjaciela, i jest sama, to po co ma żyć? Ruszyła w ich kierunku. Pociąg nadjeżdżał, a ona była gotowa. Gotowa, by umrzeć... I kiedy już miała skoczyć, coś ją zatrzymało. A raczej to dziecko, które rozwija się w jej brzuchu. Może i straciła wszystko, ale nie chciała, by to dziecko cierpiało za jej błąd. Stwierdziła, że wróci do bloku. Że chociaż będzie próbowała, aby było lepiej. Zdziwiła się, kiedy zastała swojego byłego przyjaciela, pod jej drzwiami. A on, kiedy tylko ją ujrzał, przytulił jak najmocniej umiał. Oznajmił jej również, że chce tego dziecka. Teraz już wiedziała, że nie jest sama i zdała sobie sprawę, że gdyby nie ten zarodek w jej brzuchu, już by jej tu nie było...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz